Kiedy pół minuty przed końcem meczu wygraną i awans do finału mieliśmy już niemal pewny, cała hala odśpiewała nasz hymn - "Mistrzem Polski jest Legia". Niesamowite, że w końcu, po (53) laaaatach, może stać się ono faktem. W latach 1969, 1971, 1973-1990 i 2001-2012 zawody mistrzowskie odbywały się w Dębnie, w ramach tamtejszego maratonu . Najwięcej medali mistrzostw Polski (siedem) zdobył Julian Witkowski, a najwięcej złotych (cztery) Zdzisław Bogusz [3] . Aktualny rekord mistrzostw Polski seniorów w biegu maratońskim wynosi 2:08:55 i został Legia to chuje 1h + Tekst w opisie. Odblokuj dostęp do 14271 filmów i seriali premium od oficjalnych dystrybutorów! Oglądaj legalnie i w najlepszej jakości. Włącz dostęp. Dodał: nygamanxd. Legia to chuje a Lech mistrz polski nasza duma wielkopolski oko za oko mistrzostwo za ząb Kolejosz mistrzem jest co rok. Oceny: 1. Lubisz ten film? Tekst piosenki . W tramwaju jest tłok, w pociągu jest tłok, kibice na Legię jadą, wtem nagle ktoś wstał, zaśpiewam ja Wam, o Legii mej ukochanej. CeWuKaeS do boju Legia Warszawa, dwie bramki Borysiuk i dwie Rafał Wolski, i Legia ma mistrza Polski! x2 Edytuj tekst 28-04-2021 / 13:00. (akt. 28-04-2021 / 14:10) Może być tak, że już w środę Legia Warszawa obroni mistrzostwo Polski. Dojdzie do tego, jeśli Raków Częstochowa nie wygra na wyjeździe z Jagiellonią Białystok na inaugurację 28. kolejki ligowej. Wiadomo, że na podium, na koniec sezonu ligowego, staną: Legia Warszawa, Pogoń Szczecin i Legia Warszawa została po raz dziesiąty w historii piłkarskim mistrzem Polski. W ostatnim meczu sezonu "Wojskowi" pokonali na własnym boisku Lecha Poznań 2:0 i po ostatnim gwizdku sędziego Mistrzem Polski jest Legia. Ten komentarz po tym meczu,to mistrzostwo świata brawo Ty! KSG - 21 kwietnia 2023, 23:02:35 - *.icpnet.pl Żona i dzieci Pana trenera Szulczka zadowolone. Będzie premia. Robert - 21 kwietnia 2023, 23:03:05 - *.204.45.55.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl Czemu Warta dalej gra w Grodzisku? Legia Warszawa S.A. 8,842 followers 1y 🏆 MISTRZEM POLSKI JEST LEGIA!!! 🏆 Wobec rozstrzygnięć w innych meczach Ma Legio Warszawa Legia Warszawa tekst piosenki oraz tłumaczenie. Obejrzyj teledysk z Youtube i posłuchaj mp3 z YT. Sprawdź chwyty na gitarę. Dodaj Swoją wersję tekstu i chwyty gitarowe. W sobotę Jacek Magiera został oficjalnie przedstawiony jako trener Legii Warszawa. Szkoleniowiec podpisał kontrakt na dwa lata z opcją przedłużenia o rok. - Wracam do domu po krótkiej rozłące. Legia cały czas była w moim sercu i wiedziałem, że kiedyś wrócę na Łazienkowską. Aby tak się stało, tak kierowałem swoją trenerską karierą. Objąłem pracę w Zagłębiu Sosnowiec pSjc. 14-05-2022 / 19:25(akt. 14-05-2022 / 19:31)Lech Poznań został mistrzem Polski na kolejkę przed końcem rozgrywek ligowych (2021/22). Drużyna z Wielkopolski zapewniła sobie pierwsze miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy dzięki temu, że Raków Częstochowa nie wygrał z Zagłębiem w Lubinie (0:1).W tym momencie "Kolejorz" ma na koncie 71 punktów w 33 meczach (21 zwycięstw, 8 remisów, 4 porażki) i 5 "oczek" przewagi nad Rakowem Częstochowa, który jest wiceliderem tabeli. W ostatniej, 34. kolejce zespół prowadzony przez Macieja Skorżę (były trener Legii Warszawa) zmierzy się u siebie z Zagłębiem Lubin ( godz. 17:30). Dla poznaniaków to 8. mistrzostwo w historii, ostatni raz sięgnęli po ten tytuł w 2015 osób zarejestrowanych pojawiają się w tym artykule automatycznie. Komentarze osób niezalogowanych wyświetlą się po zatwierdzeniu przez moderatora. Piątkowa prasa to solidna dawka wprowadzająca do nowego sezonu Ekstraklasy. PRZEGLĄD SPORTOWYW 2014 roku Widzew został skazany za długi i nieprawidłowości w działaniu spółki. Wyrok był surowy: degradacja. Dziś RTS po długiej przerwie wraca na była to droga długa i kręta, zakończona zresztą piękną klamrą kompozycyjną. Bo gdy Widzew z hukiem zlatywał z Ekstraklasy w 2014 roku, przegrał 22 maja z Podbeskidziem Bielsko-Biała 0:3. 22 maja 2022 roku Widzew wygrał z Podbeskidziem Bielsko-Biała 2:1 i wrócił do najwyższej klasy rozgrywkowej. Z jednej z lóż awans RTS oglądał Przemysław Klementowski, drugi prezes klubu po 2015 roku, kiedy zaczęła się odbudowa Widzewa po porzuceniu go przez Sylwestra Cacka. To Klementowski wprowadzał RTS w nową erę. Za jego prezesury otwierano nowy stadion. – Kiedy robiłem przelew do urzędu skarbowego z zysku ze sprzedaży karnetów, ręka mi drżała. Trzy razy sprawdziłem, czy wpisałem dobry numer konta, ale trzeba było zapłacić, więc kliknąłem – meczu z Podbeskidziem zadowolony patrzył na radość piłkarzy i kibiców przez szybę SkyBoxa. – Spełniło się moje marzenie – powiedział krótko w trakcie kurtuazyjnej rozmowy. Ale tak naprawdę to tylko pierwsza część jego marzenia się ziściła. W drugiej była mowa o oglądaniu Widzewa w europejskich pucharach, a do tego jeszcze kawałek. Ale już znacznie mniejszy niż jeszcze te pięć lat temu, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy, a prezes odebrał nas z dworca Łódź Fabrycza i wpakował do czarnego auta z przyciemnianymi szybami, by za chwilę wywieźć poza miasto w kierunku Gutowa, gdzie trenował wtedy zespół prowadzony przez Przemysława Cecherza. Kiedy Klementowski zobaczył nasze zdziwione miny, rzucił tylko żartem: – Panowie, spokojnie, nie każdy łysy to prowadząc, zaczął opowieść o tym, jak to jest stać na czele odradzającego się klubu. – Wszyscy chcą tylko pisać maile. Nikt nie chce rozmawiać, wyobrażacie to sobie? Nie lubię maili. Denerwują mnie, zabijają kontakt. A tu w kółko tylko słyszę: mail, mail, mail – narzekał z uśmiechem płynnie przechodząc do anegdot o piłkarzach, którzy może nie wysyłali maili, ale sprawiali kłopoty innego rodzaju. Na przykład jeden z zawodników urządził w wynajmowanym przez klub mieszkaniu ostrą libację, na którą zaprosił znajomych z drużyny. Panowie bawili się tak dobrze, że wyważyli drzwi. Za zniszczenia trzeba było oczywiście zapłacić i jeszcze świecić oczami przed właścicielami. W momencie zakończenia imprezy skończył się też proceder wynajmowania mieszkań dla zagrożeniem nie jest dziś kadra drużyny z Łazienkowskiej, może być nim brak cierpliwości legijnej społeczności – ocenia były trener warszawskiego zespołu Aleksandar Vuković, który patrzy z boku na ruchy swojego byłego klubu i wbrew ogólnej narracji twierdzi, że jest on mocnym kandydatem do zdobycia mistrzostwa KOPROWIAK: Naprawdę pan uważa, że Legia jest mocnym kandydatem do zdobycia mistrzostwa Polski?ALEKSANDAR VUKOVIĆ: W tym momencie może i nie jest to popularne stwierdzenie, ale trzymam się swoich przekonań. Kiedy w przeszłości słyszałem, że Legia na sto procent sięgnie po tytuł, nieraz mówiłem, że jest to przesada, że nie można podchodzić do tego w ten sposób, że jest na to skazana. Teraz, po jednym słabym sezonie, nie chcę popadać w drugą skrajność. Wciąż mówimy o klubie, który w ciągu ostatnich dziesięciu lat siedem razy zdobywał mistrzostwo Polski. Przez ostatni rok wydarzyło się wiele złego, ale pamiętajmy, że było też kilka rzeczy nieosiągalnych ostatnio dla innych drużyn w naszej lidze, czyli kilka meczów na wysokim poziomie w fazie grupowej Ligi Europy. Dlatego odważną tezą jest dziś dla mnie twierdzenie, że Legia nie ma szans na odzyskanie tytułu. I nie mówię, że zespół z Łazienkowskiej na pewno tego dokona, ale że z obecnym potencjałem ludzkim, z 15–18 mocnymi zawodnikami jak na polską ligę, z bardzo dobrym trenerem na ławce, może się liczyć w tej walce. Rywalizuje z przeciwnikami w jego zasięgu, tak samo jak we wcześniejszych potencjał to bardzo ogólne stwierdzenie. Co konkretnie jest siłą Legii?Dla mnie wcale to nie jest ogólne stwierdzenie, a bardzo ważna kwestia. Patrzę na tę kadrę i sądzę, że jeden napastnik, którego Legia najprawdopodobniej jeszcze sprowadzi, to jest to, co ją dzieli, by za chwilę być faworytem do wygrania ligi. Ważny jest brak ubytku jakiegokolwiek ważnego zawodnika z ostatniego okresu. Ma ludzi, którzy już zdobywali tytuł, jest nowe otwarcie, nie ma dramaturgii ostatniego sezonu. Największym zagrożeniem nie jest dziś kadra, może być nim brak cierpliwości legijnej społeczności. Jeżeli ta drużyna dostanie czas, wsparcie, stać ją na wiele. Gdyby grała w Bundeslidze, nie miałaby szans na mistrzostwo kraju. Jednak w polskiej Ekstraklasie jak najbardziej jest to realne. Jako trener zawsze wpajałem piłkarzom myślenie, abyśmy się nie wywyższali, ale z drugiej strony nikogo z góry też nie uważali za lepszego od ma dużych strat poza atakiem, gdzie przede wszystkim będzie brakowało Tomaša sprowadzono Blaža Kramera, który grał w dobrej drużynie w lidze szwajcarskiej, wydaje się, że nie jest byle jakim zawodnikiem. Myślę, że na Łazienkowską trafi jeszcze jeden napastnik. To, co przeżywałem od grudnia w Legii, nazwałbym wyścigiem górskim. Jechaliśmy wciąż pod wysoką górę, a mimo to wyniki, jakie osiągaliśmy wiosną, dałyby nam miejsce w czubie tabeli, gdyby ta pokazywała tylko rundę rewanżową. Teraz nastąpi nowe otwarcie, Legia rozpocznie ten wyścig z tego samego miejsca, co pozostali, już nie musi się wspinać, na razie to płaska droga. Wierzę, że to pomoże tej drużynie, która została odświeżona. Doszło do niej kilku nowych zawodników. Jedynym znakiem zapytania w Legii jest w tym momencie dla mnie obsada bramki. Wierzę, że będzie dobrze, ale nie mam takiej pewności. Miszta, Tobiasz i Hładun dopiero muszą udowodnić, że są gotowi, aby stać się ważnym punktem tego zespołu. Przed nimi sezon prawdy. Na wszystkich innych pozycjach są piłkarze, wobec których nie mam takich wątpliwości, jest przynajmniej jeden na każdej pozycji, który daje dużą trenerzy Artura Rudki przekonują, że to dobry bramkarz i słaby mecz przeciw Quarabagowi go nie załamie.– Jestem pewien, że się po tym podniesie – mówi nam Serhij Rebrow, były słynny napastnik reprezentacji Ukrainy, który prowadził Artura Rudkę w Dynamie Kijów. – Na koniec sezonu powiecie, że to był dobry bramkarz – dodaje Stephen Constantine, były trener Pafos, gdzie grał, zanim trafił do Lecha.– Łatwo winić bramkarza, gdy przegrywasz 2:5 w dwumeczu, ale grało dziesięciu innych piłkarzy, co oni robili? Artur przyzna się do błędu. Niektórzy piłkarze obwiniają innych, on nie, weźmie na siebie odpowiedzialność. Potrzebuje czasu na aklimatyzację – mówi Constantine.– Ważne, co trener zrobi. Jeśli powie, że przegraliśmy przez bramkarza, to mu nie pomoże. Mam jednak nadzieję, że tak nie będzie robił. Ja tego publicznie nie mówię, gdy zawodnik rozumie wsparcie, wtedy jest lepiej – Zabrzu nie chcieli powtórki z zimy, kiedy Górnik był mało zdecydowany na transferowym targu. Zaczęli dobrze, ale później pojawił się zastój. Na razie klub zakontraktował czterech nowych zawodników – trzech z nich w poprzednim sezonie było BrollGórnik latem pożegnał się z Grzegorzem Sandomierskim i szukał nowego bramkarza. Przymierzano się do związanego z tym klubem w przeszłości Tomasza Loski, obecnie piłkarza Bruk-Betu Termaliki, ale zwolennikiem tego transferu nie był Urban. Gdy rozstano się z tym szkoleniowcem, w klubie zajęci byli poszukiwaniem nowego trenera. Temat nowego bramkarza zszedł na dalszy plan. Ostatecznie już po zatrudnieniu Bartoscha Gaula zdecydowano się na innego zawodnika – sprowadzono Kevina Brolla, który poprzedni sezon rozegrał jako bramkarz Dynama Drezno w 2. urodził się w Mannheim, a jego rodzina pochodzi z Tarnowskich Gór. Broll dobrze mówi po polsku, co miało znaczenie, gdy rozważano jego kandydaturę. Po zgrupowaniu górników w Opalenicy można powiedzieć, że zadomowił się w ekipie z Zabrza, a po sparingach wiadomo, że często go będzie słychać na boisku. W spotkaniu z Worskłą Połtawą przy rzucie wolnym dla rywali zauważył, że Aleksander Paluszek źle się ustawił. Wyszedł z bramki, ustawił go tam, gdzie według niego powinien stać i chwilę później trafił w niego rywal. Wśród atutów tego bramkarza można wymienić grę Stolarczyk nie zamierza grać nudnej piłki w WOŁOSIK: Zdiagnozował pan chorobę, która toczy Jagiellonię od kilku sezonów?MACIEJ STOLARCZYK: Od pewnego czasu piłkarzom nie udaje się wspiąć na wyżyny indywidualnych umiejętności i wspólnego osiągnięcia wyższego celu. Gdy kryzys trwa zbyt długo, w zawodnikach może odezwać się zwątpienie. Ale po pracy, którą wykonali podczas zgrupowania w Opalenicy, z czystym sumieniem mogę przyznać – to są naprawdę dobrzy gracze. Mam na myśli ich podejście do obowiązków. A po takich piłkarzach, jak Jesus i Marc (Imaz oraz Gual – przyp. red.) widać, że mają umiejętności „ponadligowe”.Według mnie pańskim najważniejszym zadaniem jest zwalczenie zniechęcenia w drużynie, która ostatnie kiepskie sezony kończyła na odległym miejscu, miniony na dwunastym, najgorszym od lat, oraz pokonanie znużenia wśród kibiców. Są wyraźnie zmęczeni stagnacją co zastałem. Tego rozczarowania nikt w Białymstoku nie ukrywa – współwłaściciele klubu, pracownicy, kibice z którymi się spotkałem, a także zwykli mieszkańcy. Jagiellonia w nieodległych czasach miała miejsce w czołówce tabeli. Tu wszyscy pamiętają tamte chwile i czekają na ich powrót. Wiem, że to pachnie banałem, ale chcę, byśmy po meczu mogli powiedzieć, że drużyna dała z siebie maksa, że nacieszyliśmy oko ludzi, którzy przyszli nas obejrzeć. Przeciwnik może niekiedy okazać się lepszy, ale niech nie będzie to efektem naszej beznadziejności czy braku zaangażowania. Pracujemy nad tym, by drużyna dołożyła do realizacji celów krótkoterminowych wygrywanie meczu za meczem. A wyznacznikiem naszego postępu niech będzie coraz lepsza frekwencja na trybunach. Jeśli tak się stanie, to znaczy, że zmierzamy we właściwym kierunku. Postaramy się, by ludzie, którzy przyjdą na stadion, chcieli na niego wrócić. Nudnymi spektaklami tego nie osiągniemy. Życzę sobie, byśmy na 90 minut potrafili oderwać ich od codzienności, przenieśli na ten czas w efektowną rzeczywistość. To inny kraj, inna kultura, ale jakiś czas temu urzekła mnie atmosfera w Monachium przy okazji meczu Bayernu. Podkreślam, że przy okazji. Sam mecz – wiadomo, jego klimatu nikomu nie trzeba opisywać, ale te zapchane knajpki wokół stadionu, ta tradycja, kiedy przy piwku i kiełbasce ludzie się nakręcają. A to wcale nie kończy się z gwizdkiem, bo po nim w okołostadionowych miejscach odbywa się omówienie wydarzenia, które zabrało ich w inny wymiar. Tak jak dobry film, sztuka w teatrze. Byłoby fantastycznie, gdyby u nas podobnie stało się z pan jakieś wspomnienia związane z Białymstokiem?Kilka. Pamiętam stadion z jedną trybuną, bo resztę budowano, i kładkę, którą maszerowało się do prowizorycznej szatni w baraku. Następne wspomnienie jest bolesne. Z moją Pogonią Szczecin, w której pełniłem rolę asystenta trenera Dariusza Wdowczyka, przyjechaliśmy na ekstraklasowy mecz. W Białymstoku trafiliśmy na święto – uroczyste otwarcie nowiutkiego stadionu. Komplet, przeszło 20 tysięcy kibiców. Napędzona Jagiellonia rozniosła nas 5:0. To wspomnienie teraz do mnie wróciło, a świadczy o tym, że w tym mieście jest ogromny potencjał. Mam nadzieję, że tylko chwilowo był uśpiony, a nam uda się go z… Izą Koprowiak. Tym razem przepytana została autorka wywiadów z piłkarzami i ci się słyszeć coś, co sama uznajesz za zbyt mocne i nawet tego nie spisujesz, żeby nie zaszkodzić rozmówcy?Jeśli ktoś mówi „powiem tylko tobie”, to po prostu nie spisuję. Ale czasem w trakcie rozmowy okazuje się, że to nie jest tylko dla mnie. Wtedy autoryzacja jest dla mnie pomocą, bo czasem gubię się w tym, co mogę a czego nie rozmowę będziesz autoryzować i dużo wytniesz?(10 sekund milczenia). Widzisz, dziwnie być po drugiej stronie. Kiedyś już się w tej roli znalazłam i miałam poczucie, że sens został uchwycony, ale moje wypowiedzi nie są napisane moim tonem, że są zabarwione emocjami autora. Ja to rozumiem, bo gazeta nie jest z gumy. Kiedy odpowiadam ci na pytanie w 3000 znaków i musisz zrobić z tego 500, może to brzmieć, jakbym odpowiadała bardzo wprost, a to nie w moim stylu, bo dla mnie świat nie jest czarno-biały. Wiem jednak, że to jest bardzo trudne, by spisując czyjeś odpowiedzi, oddać w tym tego człowieka, a nie siebie. Znalezienie się po drugiej stronie mocno mi to uświadomiło, cenna to, co tobie wydaje się ważne w tym, co powiedział, tylko to, co on za takie I czasem niestety to musi być dłuższe, nie jest chwytliwą „klikaczką”, ale jeśli to skrócisz, to już nie będzie ten człowiek. Wiem, że czasem, kiedy zaczynam mówić na jakiś temat, trudno wyklarować z tego sprecyzowaną jest kontrowersyjna, ale dla mnie jest zabezpieczeniem, że dobrze oddałam to, co ktoś chciał przekazać, a z drugiej strony ktoś bierze odpowiedzialność za to, co powiedział. I już nie będzie mógł do mnie zadzwonić i wyprzeć się swoich słów, jak kiedyś Radek Mynař, który powiedział mi, że obronę mają mocną, ale z ofensywą jest problem, a przed drużyną zaparł się, że to zmyśliłam. Zadzwonił, mówiąc: „Odp… się od Polonii, nikt więcej z tobą nie porozmawia”.Byłam nowym, zagubionym dzieciakiem w środowisku, w dodatku jako kobieta nieprzyzwyczajona do tego, żeby mężczyzna tak do mnie mówił. Mam przeprosić? Ale za co przepraszać? To był egzamin, którego nie potrafiłam zdać. Wiedziałam tylko, że nie mogę pokazać słabości. Tamta sytuacja nauczyła mnie zakładania maski w tej pracy, a dziś myślę inaczej. Bo dlaczego nie mogę być słaba? Powiedziałabym dziś: słuchaj, to co robisz, jest dla mnie bardzo przykre i mnie to boli. Co by się stało, gdybym zareagowała prawdą? Potem kilka miesięcy chodziłam na Polonię i nikt ze mną nie rozmawiał. Było mi tak cholernie ciężko i przykro, ale nie mogłam tego pokazać, tak czułam, przecież byłam w udawałam pewną siebie, że po mnie to spływa, wracałam do domu i płakałam, dzień w dzień wyłam. Nie sądzę, żeby to było dobre. Piłkarze zakładają maski, a ja mam wrażenie, że wszyscy je zakładamy. Po spotkaniu autorskim rozmawiałam z bliską osobą i mówiłam o tym, jak bardzo się stresowałam. Usłyszałam, że kompletnie nie było tego po mnie widać, że byłam tak pewna siebie. A ja czułam się małą, roztrzęsioną dziewczynką, która najchętniej by stamtąd uważam, że było to bardzo widać. Że byłaś wycofana, jak nie ty, że w fotelu siedziałaś tak głęboko, z głową bardzo z tyłu, żeby być trochę dalej od tych wszystkich że my się bardzo długo znamy, a jeśli ktoś nie zna mnie jeszcze od tej strony, to widzi, że biorę mikrofon, wiem co powiedzieć, wychodzę, witam się. A to w ogóle nie jest prawda! Nie w tym sensie, że udaję i nie chcę się z ludźmi witać, ale cholernie się tego boję. Tylko że dzięki tej świadomości, co sama czuję w środku głęboko, mam poczucie, że kiedy naprzeciwko mnie siedzi pewna siebie osoba, to głęboko jest co innego schowane. Odczuwam, co tam w człowieku jest i mam ochotę się do tego dokopać. Do tych miękkich lata Roberto Alves był zawodnikiem słynnego szwajcarskiego klubu, ale, jak przekonują tamtejsi dziennikarze, odszedł z niego, bo gdy został dość wcześnie zdjęty z boiska z powodu złej gry, wściekły rzucił koszulką, co nie spodobało się trenerowi. W ubiegłym sezonie był w najlepszej formie w życiu. Wiele osób jest zaskoczonych, że taki zawodnik trafił do Radomiaka. Szwajcar na pewno ma umiejętności, by zostać gwiazdą Ekstraklasy.(…) Do klubu z Zürichu trafił jako nastolatek. Zaproszono go na testy, które miały składać się z trzech etapów ale już w pierwszych dniach zachwycił trenerów. „Podoba nam się, jak grasz. Bierzemy cię, nie potrzebujemy kolejnych sprawdzianów” – usłyszał. Od początku ustawiano go jako ofensywnego środkowego pomocnika albo na skrzydle. To dwie pozycje, na których, w zależności od potrzeby i taktyki na mecz, ma teraz grać w Radomiaku. – Miałem dwóch idoli. Pierwszym był Cristiano Ronaldo, u którego ceniłem przede wszystkim niezwykłą mentalność. Drugi to Ricardo Quaresma. Niesamowicie imponowało mi to, z jakim luzem gra w piłkę i co potrafi wykonać na boisku: te zagrania zewnętrzną częścią stopy, czy popularna „rabona”, czyli dośrodkowania albo strzały krzyżakiem. Dla Quaresmy futbol to była rozrywka. Ja też uważam, że my, piłkarze, powinniśmy bawić kibiców, ale czasami trenerzy denerwowali się, gdy pozwalałem sobie na zbyt wiele – tłumaczy Grasshopper występował do sezonu 2019/2020, choć był też w tym czasie wypożyczany do FC Wil i Winterthuru. Piłkarzem pierwszego składu stał się, gdy klub z Zürichu występował na drugim szczeblu rozgrywek. Zdaniem szwajcarskich dziennikarzy, na jego przyszłe losy mocno wpłynęło zdarzenie z 23 sierpnia 2019 roku. Grassopper grał u siebie z Winterthurem, mecz zakończył się remisem 2:2. Trener gospodarzy, Uli Forte, już w 37. minucie zdjął Alvesa z boiska. Nie chodziło o kontuzję, tylko o grę, z której szkoleniowiec nie był zadowolony. Roberto miał wtedy z wściekłości rzucić koszulką, co sprawiło, że niedługo później przeniósł się właśnie do Winterthuru, ale tym razem na zasadzie transferu definitywnego. – Zgadza się, podobne zdarzenie miało miejsce, ale według mnie nie było przyczyną mojego odejścia, tym bardziej, że po meczu wyjaśniliśmy sobie wtedy wszystko z trenerem. Odszedłem, bo byłem młody i potrzebowałem więcej regularnej gry – mówi dziś o tej sytuacji pomocnik soboty ma się wyjaśnić przyszłość Roberta Lewandowskiego. Czasu jest coraz mniej, a znaków zapytania bardzo Bayernie chcą mieć jasną sytuację i nie za bardzo wyobrażają sobie zaprezentowanie drużyny z Lewym w składzie po to, żeby dzień czy dwa później miał ją jednak opuścić. Niemcy są zorganizowani i jeśli prezentują zespół na kolejne rozgrywki, to taki, jaki do nich przystąpi. Oczywiście możliwe są jeszcze jakieś roszady w składzie, ale będą dotyczyły zawodników drugiego szeregu, a nie gwiazd. Te mają się pokazać w sobotę, w nowych strojach, które kibice będą mogli też od razu w tym gronie będzie Lewandowski? Na to pytanie nie ma na razie odpowiedzi. Nasz napastnik co mógł zrobić w sprawie odejścia, to zrobił, a teraz może tylko czekać. Przede wszystkim na sensowną ofertę Barcelony. Ta Barcelona, która tak bardzo ponoć pragnie naszego napastnika, robi wiele, żeby kibice odnieśli jednak inne wrażenie. Bo zamiast wyłożyć konkretne pieniądze, w Katalonii na razie tylko mówią, jak bardzo im zależy na Polaku, ale nie idą za tym jak zrozumieć pierwszą propozycję złożoną Bayernowi i wynoszącą raptem 30 mln euro? To nie są poważne pieniądze za Lewego. W stolicy Bawarii słusznie uznali, że taka oferta to kiepski żart i nawet nie odpisali na maila. I nie ma się co dziwić, bo za 30 mln euro kupuje się piłkarzy kilka razy gorszych. A tu chodzi o jednego z najlepszych zawodników świata!Tak do końca trudno zrozumieć, co kombinują Katalończycy. Jeśli rzeczywiście chcieliby Polaka tak bardzo, jak deklarują, to już dawno złożyliby satysfakcjonującą ofertę, a nie podbijali propozycję o kilka mln euro i dokładali bonusy, które są jak los na loterii. I w Bayernie cierpliwie czekają na sensowną propozycję. Bo nie ulega wątpliwości, że wszystkich męczy już obecna sytuacja. W tym serialu aktorzy czerpią coraz mniej przyjemności z występowania, ale nie mają innego wyjścia. Do czasu, aż nastąpi ostateczna to odpowiednie słowo, żeby opisać sposób, w jaki kluby Serie A dokonały wyboru trenerów na nowy ma żadnych wątpliwości – piętnaście z dwudziestu drużyn zaliczających się do włoskiej ekstraklasy zatwierdziło ponownie tego samego szkoleniowca. Tak zachowało się aż dziewięć z dziesięciu najlepszych zespołów poprzednich rozgrywek: wśród nich tylko Hellas Verona zatrudnił nową osobę na to temu sytuacja była zupełnie inna, ponieważ tylko Milan oraz Atalanta nie zmieniły „szefa”. Można więc powiedzieć, że ekipy z czołówki calcio rozpoczęły przygotowania do nowych rozgrywek, kontynuując pracę (w większości przypadków) zaczętą przed rokiem. I ta specyficzna sytuacja często owocuje dobrymi mistrz Włoch, polega ponownie na Stefano Piolim, pracującym w klubie od listopada 2019 roku. W zdobyciu scudetto odegrał kluczową rolę. Nie było sensu go zmieniać. Inter będzie nadal prowadzony przez Simona Inzaghiego, wybranego na to stanowisko latem 2021 roku. Dzięki trenerowi Nerazzurri osiągnęli sukces w Pucharze Włoch i walczyli z Milanem o scudetto do końca jest poważna, a prace zaawansowane. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu zostanie otwarta na początku 2025 najpierw trzeba będzie zburzyć historyczną trybunę zachodnią, pozostałość po starym stadionie. Zgoda na to pojawiła się na początku tego roku. Zanim jednak na teren wjadą buldożery i koparki, trzeba będzie przenieść stanowiska telewizyjne, które tymczasowo będą znajdować się na nowej trybunie wschodniej. – Od tego musimy zacząć, bo stanowiska kamer i kabina komentatorska znajdują się na starej trybunie. W kolejnym kroku tę trybunę zachodnią będziemy burzyć – podkreśla już także konkretny zamysł, jak ma wyglądać brakujący element Areny Zabrze. Na poziomie 0 znajdą się szatnie, zaplecze meczowe i muzeum sportu zabrzańskiego. Na poziomie 1 będzie klub biznesowy i bistro czynne nie tylko w czasie spotkań. Na poziomie 2 będą loże i biura, a na poziomie 3 znajdą się pomieszczenia i stanowiska dla dziennikarzy. Jaka będzie pojemność trybuny? – Wyniesie ok. 8 tysięcy, a dokładnie zostanie to określone po sporządzeniu przez wykonawcę projektu warsztatowego, gdzie znajdzie się rozmieszczenie krzesełek – zdradza prezes stadionowej spółki, co oznacza, że ogólna pojemność obiektu przekroczy 32 liga niezadowolonych ludzi. Komentarz Macieja Grygierczyka przed startem I 50 dni nie minęło od zakończenia poprzedniego sezonu, ukoronowanego pasjonującym finałem baraży między Koroną i Chrobrym, a już zaczynamy następny. Mniej więcej rok temu w tym samym miejscu porównywaliśmy Fortuna 1. Ligę do 2. Bundesligi – też pełną uznanych firm, klubów z bogatą historią. A teraz? Teraz to dopiero! Sam fakt, że na zapleczu ekstraklasy zagrają dwa z czterech najbardziej utytułowanych polskich klubów – Ruch wrócił tu od dołu, a Wisła od góry – mówi sam za siebie. Postronny obserwator powie, że przed nami arcyciekawy sezon. Uczestnik doda, że bardzo trudny. My przepowiemy, że będzie to bardzo fajna liga… niezadowolonych ludzi. Spójrzmy na kluby: wiele z nich z tradycjami, ambicjami, pieniędzmi, infrastrukturą. Nowoczesne stadiony stoją w Łodzi, Bielsku-Białej, Krakowie, Gdyni czy Tychach, budują się w Nowym Sączu, Sosnowcu i Katowicach. Nie dla każdej I-ligowej firmy wystarczy miejsca w czołówce, w magicznej szóstce. Nie uszczęśliwi się wszystkich, nie uszczęśliwi się nawet większości. Dlatego – znów odwołamy się do porównania z Bundesligą – chyba powoli taka będzie rola PZPN, Ekstraklasy SA czy Pierwszej Ligi Piłkarskiej, by z dwóch najwyższych szczebli w Polsce uczynić docelowo wspólny produkt; tak, jak ma to miejsce za naszą zachodnią granicą, gdzie choćby prawa telewizyjne sprzedaje się wspólnie. Różnica w medialności uczestników elity a jej zaplecza nieco się zaciera, a przepaść finansowa pozostaje i będzie to kłuć w oczy coraz sezon rozbudził nadzieję. Rywalizacja o mistrzostwo Polski była pasjonująca. Wyścig Lecha z Rakowem i Pogonią oglądało się bardzo dobrze i pozostaje mieć nadzieję, że do tej trójki dołączą kolejni chętni na medale. Konkurencja rozwija, a akurat to jest nam bardzo potrzebne, co boleśnie pokazały mecze Kolejorza z Karabachem. Rozgrywki na najwyższym szczeblu w Polsce wyglądają dobrze, aż do momentu, gdy wyjdziemy poza własne podwórko. Skoro na nie wracamy, pojawia się szereg pytań. Przede wszystkim: kto zostanie mistrzem? W pierwszym szeregu kandydatów dumnie stoją Lech, Raków i Pogoń i to raczej między nimi rozstrzygnie się walka o złoto. – Walczymy o mistrzostwo – mówią bez ogródek w Częstochowie i nie są to zapowiedzi bez pokrycia. Raków jest chyba najlepiej prowadzonym polskim klubem, więc nic dziwnego, że apetyty są ogromne. Ze Szczecina dobiegają dokładnie takie same głosy, a Kamil Grosicki (34 l.) deklaruje wprost: – Chcę tu zrobić coś historycznego – mając na myśli pierwszy złoty medal mistrzostw Polski dla EXPRESSPrzedsezonowa rozmowa z Sebastianem Milą.„Super Express”: – Lech nie podbił Ligi Mistrzów, a czy będzie w tym sezonie rządził w lidze?Sebastian Mila: – Europa znów okazała się za mocna dla mistrza Polski. Jednak o nasze podwórko w przypadku Lecha jestem spokojny. Wydaje się, że to wciąż najmocniejszy zespół w ekstraklasie i główny kandydat do tytułu. W mojej opinii w lidze nie zdejmie nogi z gazu. W poprzednim sezonie Kolejorz zasłużenie sięgnął po mistrzostwo. Nie było ono przypadkowe. Dlatego stawiam na Lecha.– Kto może przeszkodzić Kolejorzowi?– Od razu nasuwa się, że będzie to Raków, który się nie osłabił. Poza tym przecież to właśnie częstochowianie najmocniej w poprzednich rozgrywkach naciskali na Lecha. Dwa wicemistrzostwa z rzędu oraz triumfy w Pucharze Polski pokazują, że jest tam stabilizacja. Nie można zapominać też o Pogoni. Podobał mi się styl tego zespołu, który potrafił dominować, dobrze oglądało się Lopez chce mistrzostwa z Rakowem.„Super Express”: – Jakie wyzwania postawił pan przed sobą?Ivi Lopez: – Moje najważniejsze marzenie się nie zmieniło. Chcę zostać mistrzem Polski. Ostatnio się to nie udało, choć byliśmy bardzo blisko, aby tego dokonać. Posmakowałem innych nagród, ale najbardziej w tej kolekcji brakuje mi tytułu.– Raków dwa razy zajmował drugie miejsce. Teraz czas na złoto? – Mamy argumenty, potencjał i dobrą drużynę, która udowodniła, że stać ją na walkę z faworytami. Nie odstawaliśmy od nich. Nabraliśmy doświadczenia. Nic się u nas nie zmieniło. Są ten sam trener i drużyna. Wierzę, że w tym sezonie Raków znów się rozpędzi. Cały czas jest głodny ima apetyt na kolejne sukcesy. Fot. FotoPyK Hymn śpiewany na wyjście piłkarzy Mistrzem Polski jest Legia Legia najlepsza jest Legia to jest potęga Legia CWKS La la la la la la la La la la la la la La la la la la la la La la la la la laPrzed meczem - "Sen o Warszawie" Mam tak samo jak ty Miasto moje, a w nim Najpiękniejszy mój świat Najpiękniejsze dni Zostawiłem tam kolorowe sny Kiedyś zatrzymam czas I na skrzydłach jak ptak Będę leciał co sił Tam, gdzie moje sny I warszawskie kolorowe dni Gdybyś ujrzeć chciał Nadwiślański świt Już dziś wyruszaj ze mną tam Zobaczysz, jak przywita pięknie nas Warszawski dzieńPo pierwszym gwizdku Tylko Legia Ukochana Legia Dziś Warszawa czeka Na zwycięstwo tweDo boju Legio marsz, Zwycięstwo czeka nas, Aaeejaaoo, Hej Legia gol!;Do boju Legio marsz Do boju Legio marsz Marsz, marsz, marsz, do boju marsz Zwycięstwo czeka nasDoping Hej Legia gol la la la la la la la la la la la la la la la la la la la la la la la laLeegia, Legia Warszawa Leegia, Legia Warszawa Leegia, Legia Warszawa Leegia, Legia Warszawa Centralny, Wojskowy, Kochany, Sportowy Centralny, Wojskowy, Kochany, Sportowy Hej! Ce Ce Ce Wu Ka Ce Wu Ka eS LEGIA!Powitanie kibiców przeciwnika Deszcze niespokojne Potargały sad A my na tej wojnie Ładnych parę lat Do domu wrócimy W piecu napalimy Nakarmimy psa, psa, psa! Piosenki kibicowskie Ja kocham Legię ooo Ja kocham Legię ooo Ja kocham Legię ooo Ja kocham Legię Warszawa Dziś zgodnym rytmem biją nam Nasze serca, który my, które my Za Legię damy w każdy czas Czy czas dobry, czy czas zły Nie dla nas jest porażki smak Nie dla nas forma zła, forma zła Na całe gardło krzyczmy wraz Legia mistrza Polski ma Gdziekolwiek Legia będzie grać Blisko czy daleko stąd, daleko stąd Tam będzie z nią warszawska brać Aby dopingować jąMoja jedyna miłość to jest Legia Ja kocham Ją a ona gra Sia la la la la la la la la la Hej, CWKS, CWKS, CWKS W pociągu jest tłok W tramwaju jest tłok Kibice na Legię jadą Wtem nagle ktoś wstał Zaśpiewam ja wam O Legii mej ukochanej CeWuKaeS, do boju Legia Warszawa. Dwie bramki Kucharczyk I dwie Saganowski I Legia jest Mistrzem PolskiMłody legionisto, smutek z twarzy zmaż Bo na Konwiktorskiej już za parę lat Nie będzie nikogo, będą same zgliszcza Polonia spalona, a Legia ma mistrza Gdy Ligi Mistrzów przyjdzie czas Nikt nie pokona nas Szkoła, praca, dziewczyna, rodzina, wszystko to nie obchodzi dziś mnie, kiedy gra ukochana drużyna, której dawno oddałem serce swe. Tyle jeszcze jest meczów przed nami, tylu wrogów padnie u naszych stóp. Tyle jeszcze wyjazdów z zakazami, ciebie Legio będę kochał aż po grób! Pozdrawiamy was bracia za kratami, pamiętajcie tych kilka prostych słów, że my o was tu zawsze pamiętamy i czekamy kiedy tu będziecie znów. My kibice z Łazienkowskiej nie poddamy się będziemy z Tobą zawsze i na dobre i na złe Legia albo śmierć, Legia albo śmierć, podnieś głowę i zaciśnij eLka w kółeczku się mieni To jest Legii święty znak Jej kibice są niezwyciężeni Boi się ich cały świat Boją się nas kibice angielscy Boją się nas także holenderscy Boją się nas kibice Górnika Boi się nas cała pierwsza liga. Boi się nas policja angielska. Boi się nas także holenderska. Boją się nas policja Górnika Boi się nas cała pierwsza nasze miasto, I za te barwy, Oddamy cały życie swe, Zwyciężaj dla nas, My zwyciężamy, Legio Warszawa, Kocham Cię!Od kołyski aż po grób jedno miasto, jeden klub. Za te barwy, za naszą stolicę pójdą w bój wierni Legii kibicowski trud, za święte barwy Twe, za ten Syreni Gród, Legio, wygraj dziś ten mecz!Czy wygrywasz, czy nie Ja i tak kocham Cię Bo najlepsza w Polsce jest nasza Legia Warszawa Gwizdek sędziego rozpoczyna wielki mecz! Miro Radović i już jeden zero jest! Cała Żyleta dopinguje z wszystkich sił! Aby wynik lepszy był! Glory glory Alleluja, Legia wygra nie ma ch. Glory glory alleluja, Legia wygra dzisiaj meczChociaż ciężki jest czas PZPN gnębi nas Będą, będą kibice za Legią szli Nie pokona nas już nikt! Widzew to kur..., jeb... ŁKS Spadnie GKS na sezonów sześć Wisłę przejdziemy, Lecha zajeb... Ligę wygramy, Puchar będzie nasz Legia Warszawa to najlepszy klub A kto nie wierzy to ch... mu w dziób Złodzieje i pijacy są Kibice z Warszawy Złodziejsko-przemytniczy klub To Legia Warszawa Nasza Legio będziemy zawsze z Tobą! Zawsze z Tobą, do końca naszych dni Będziesz walczyć o zwycięstwo A my za to dzisiaj zaśpiewamy CiDialogi Żyleta: Kto dziś wygra mecz! Kryta: Legia! Żyleta: Kto? Kryta: Legia! Żyleta: Kto? Kryta: Legia, Legia, Legia! Cały stadion: Do boju, do boju, do boju, hej Legia, hej Legia!Żyleta: Warszawa Kryta: Warszawa, Warszawa Żyleta: CWKS Legia Kryta: Warszawa, WarszawaŻyleta: Ce, Ce, Ce Wu Ka, Ce Wu Ka eS! Kryta: Legia!Żyleta: Warszawa! Kryta: Warszawa, Warszawa! Żyleta: CWKS Legia!Zabawa Tańczymy labada, labada, labada Tańczymy labada, małego walczyka, hej! Tańczą go kibice, kibice, kibice Tańczą go kibice Legii Warszawa, hej!Bo Warszawa, bo Warszawa, bo Warszawa jest od tego Aby bawić się, aby bawić się, aby bawić się na całego! Niech żyje wolność Wolność i swoboda Niech żyje zabawa I Legia Warszawa! A melanż trwaaa Sia la la la la la la laGdy idzie źle Nie poddawaj się, ukochana ma Nie poddawaj się, Legio Warszawa Legia albo śmierć, Legia albo śmierć Podnieś rękę i zaciśnij pięść! Walczyć, trenować! Warszawa musi panować! Warszawska Legio, zawsze o zwycięstwo walcz! Jesteśmy z Wami, Hej Legio, Jesteśmy z Wami! My chcemy gola, Hej Legio, My chcemy gola!Radość Śpiewajmy hej, sia la la la Legia dziś trzy punkty ma. Wojskowych wspaniała gra Śpiewajmy hej, sia la la laNasza Legia najlepsza w Polsce jest, Najlepsza w Polsce jest, Najlepsza w Polsce jest! Legia Warszawa to nasza duma i sława! Wyginam śmiało ciało wyginam śmiało ciało Wyginam śmiało ciało Trzy zero - mało! Jeden gol, drugi gol, trzeci leci na tablicy 3:0 się świeci co za szał, co za szał co za radość ta drużyna z Łodzi to słabość! Mamy lidera! W Warszawie mamy lidera! Legia mistrz, mistrz, mistrz! Przeżyj to sam Przeżyj to sam Dzisiaj Legia mistrza Polski ma Nasza Legia WarszawaMistrzem Polski jest, ukochana ma Mistrzem Polski jest Legia Warszawa!Mistrza już mamy Na Ligę Mistrzów czekamy! Żyleta, Żyleta, Żyleta! Żyleta, Żyleta, Żyleta! ŻYLETA !!!Legia gol, allez allez!Ole, ole, ole, ola i tylko Legia WarszawaJesteśmy zawsze tam, Gdzie nasza Legia gra, Aejao, hej Legia gol!Niepokonane miasto, niepokonany klub, tysiące fanów Twych zwycięstwa pragną dziś, więc zaśpiewajmy dziękujemy! Dziękujemy, dziękujemy!Z dawnych latNiepokonana Ta nasza Legia kochana! Inter Mediolan Nie dorósł Legii do kolan! Naszej Legii nie pokona Nawet słynna Barcelona! CWKS-ie mój, klubie mój, miłość ma Wygrała dzisiaj mecz Legia Warszawa, hej! Deyna Kazimierz, nie rusz Kazika bo zginiesz. Artur Boruc o pożegnalnym meczu: Jest po to, żebym mógł się poryczeć [WYWIAD] Data utworzenia: 19 lipca 2022, 19:33. W środę o godz. 18. Artur Boruc (42 l.) pożegna się z kibicami Legii Warszawa meczem z innym klubem, gdzie ma status legendy — Celtikiem FC. Bramkarz opowiada nam o tym spotkaniu, a także o dwóch ostatnich sezonach po powrocie do Legii i swoich planach na przyszłość. Artur Boruc o pożegnalnym meczu: Jest po to, żebym mógł się poryczeć Foto: Piotr Kucza / FOTOPYK Fakt: Jak było z biletami na Celtic? Kibice narzekali na wysokie ceny [60-130 zł, później zostały obniżone— red.], a pan tylko podgrzał atmosferę filmikami w mediach społecznościowych... Artur Boruc: Sprawa jest prosta. Nie mam absolutnie żadnych profitów ze sprzedaży biletów na ten mecz. To wydarzenie, które się już nie powtórzy. Ani w moim życiu, ani kibiców. Miało to wpływ na moje słowa. Spontanicznie zareagowałem na to, że znalazłem się pod lekkim ostrzałem. W środę łezka zakręci się w oku? — To będzie moje święto. Myślę, że dlatego jest ten mecz, żebym wreszcie mógł się poryczeć. Emocje będą większe niż podczas pożegnania z reprezentacją Polski w 2017 r.? — Uroniłem wtedy łzę, reprezentacja była dużą częścią mojego życia. Z Legią jestem jednak związany, od kiedy byłem nastolatkiem. Kiedy tylko miałem okazję, przyjeżdżałem do Warszawy. Wielu z tych wizyt później nie pamiętałem, ale nawet to było fajne. Wspomnień i tak jest niesamowicie dużo. Dlatego w środę o łzę na boisku będzie łatwiej. W stolicy spędziłem najpiękniejsze momenty mojego życia. Nadal je spędzam. Co z pańską przyszłością? — Wydaje się być świetlana. A konkretnie? — Jestem po rozmowach z władzami klubu. O szczegółach będziemy informować w odpowiednim czasie. Przed meczem z Celtikiem mój zakres obowiązków jest trochę szerszy niż zwykle. Przy okazji zmienia się moja rola. Z piłkarza na swego rodzaju ambasadora klubu. Poza tą funkcją widzi się pan w innej roli w klubie? — Powiem szczerze, nie wiem. Na razie chciałbym trochę pożyć. W sobotę w godzinie meczu odpalić grilla ze znajomymi i się z nimi cieszyć. Głównie temu się poświęcę. Rzeczywiście mam kilka planów, które urodziły się w głowie i chciałbym je zrealizować. Ale nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy to zrobię. Jak oceni pan dwa ostatnie sezony, po powrocie z Anglii? — Wróciłem do Legii, żeby zdobyć mistrzostwo Polski i zagrać w Europie. Spełniłem te cele i jestem z tego powodu szczęśliwy. Chociaż w pierwszym sezonie nie mogłem do końca cieszyć się z powrotu, bo graliśmy bez publiczności. A drugi... wiadomo, jaki był w naszym wykonaniu. Rozegrał pan w nim tylko 11 meczów w Ekstraklasie. Jest mały żal do trenerów, że nie było ich więcej? — Jestem piłkarzem, nie decyduję o tym, czy gram. Od tego jest trener. Niezależnie od tego, czy wybór jest łatwy, czy nie. Jako profesjonalista musiałem się z tym pogodzić. To, co myślałem, jest już tylko i wyłącznie moją sprawą. Tym akurat dzielił się nie będę. (śmiech) Losy potoczyły się w ten sposób, że sam trochę sprowokowałem pewne sytuacje. Tak pewnie miało być. Liga pod lupą Faktu. Legia Warszawa przed ważnym sezonem. Gorzej niż ostatnio być nie może? Choćby tym, że nie zapłacił pan kary za zachowanie po czerwonej kartce w meczu z Wartą Poznań? Chciał pan, żeby zapłacił ją klub? — Absolutnie, nie pozwoliłbym sobie na coś takiego. Od początku nie do końca przemawiało do mnie to, czym zajmuje się Komisja Ligi. Mam wrażenie, że zaczęło się od pierwszej kary, za wpis na Instagramie. To mnie wtedy troszkę nakręciło, a konsekwencją była następna kara, która wydaje mi się śmieszna. Dlaczego nie zapłacił pan tej kary? Zamknęło to drogę przed pożegnaniem z kibicami w meczu o stawkę. — W mojej głowie ma to sens, ale pewnie nie każdy będzie myślał w ten sposób. Z doświadczenia wiem, że w innych europejskich ligach nie ingeruje się aż tak bardzo w życie prywatne piłkarzy. To bardzo dobre podejście. U nas... nie wiem, czy ktoś szukał pracy, czy się nudził. Grzywna do tej pory nie jest uregulowana? — Nie ma takiej potrzeby. Żałuje pan czegoś, co zrobił lub nie w trakcie kariery? — Absolutnie, niczego bym nie zmienił. A grudniowa historia z zatrzymaniem przez kibiców autokaru, którym wracaliście z przegranego meczu w Płocku? Jeśli ktoś mógł przemówić do rozsądku chuliganom bijącym piłkarzy, to pan. Co się wtedy stało? — Nie pamiętam, naprawdę. To była chwila, do tego tak dawno. Niech tak zostanie. Pan w ostatnim sezonie utożsamiał się bardziej z piłkarzami czy kibicami? — Wiem, jak czuli się kibice. Pamiętam swoje emocje, kiedy oglądałem mecze Legii spoza granic kraju i drużynie nie szło. Wiem też, jak czuje się piłkarz, który non stop dostaje baty. W niektórych klubach mi się to zdarzało. Ciężko mi teraz odpowiedzieć na to pytanie w racjonalny sposób. Teraz, z racji tego, że skończyłem karierę, czuję się bardziej kibicem. Ale kiedy jest się profesjonalnym piłkarzem, nie można do końca otworzyć się na dany wybór. Kacper Tobiasz, nastolatek z Żylety, który został pierwszym bramkarzem Legii [WYWIAD] Jeśli chodzi o obsadę bramki Legii, zostawia pan ją w dobrych rękach? Latem rywalizację wygrał niespełna 20-letni Kacper Tobiasz, ale rok starszy Cezary Miszta na pewno nie odpuści. — Obaj byli gotowi do gry, czekali aż ktoś na nich postawi. Da, że tak powiem, przyzwolenie na błędy. Absolutnie ich nie wychowywałem. Obaj mają swoje charaktery, są świetnymi chłopakami. Fajnie, że tak jest. Podczas meczu z Celtikiem na murawie mają pojawić się Arkadiusz Wrzosek i Tomasz Sarara, którzy w sierpniu w hali Torwar po drugiej stronie ulicy Łazienkowskiej zawalczą na KSW 73. Jak typuje pan tę walkę? — Bezapelacyjnie stawiam na Arka Wrzoska. Poza Wrzoskiem przyjaźni się pan choćby z Andrzejem Fonfarą, byłym pretendentem do tytułu mistrza świata w boksie. Gdyby odezwało się KSW lub inna organizacja, rozważyłby pan walkę w MMA? — Nie wiem, czekam na propozycję (śmiech). Ale jeśli się nie pojawi, nie będzie tragedii. Z głodu nie umrę. Rozmawiał Tomasz Dębek Josué: Legię interesuje tylko mistrzostwo. Poprzedni sezon był do d... dla nas i kibiców [WYWIAD] /4 Piotr Kucza / FOTOPYK Boruc w środę rozegra pożegnalny mecz /4 Piotr Kucza / FOTOPYK Bramkarz jest idolem kibiców Legii Warszawa /4 Piotr Kucza / FOTOPYK W reprezentacji Polski rozegrał 65 meczów /4 Marcin Szymczyk / FOTOPYK Zdobył dwa mistrzostwa Polski, w 2021 i 2002 roku Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem: